W pierwszym zdaniu tego wpisu serdecznie informuję, że nie jestem fanem Owsiaka. Wręcz pojąć nie mogę jak - jako prawie 40-milionowy naród - możemy cieszyć się z faktu, że aby wyposażyć szpitale musimy co roku brać udział w tej żenującej zbiórce?
Ale to tak na marginesie... Można by jeszcze spojrzeć na aspekt edukacyjny, bo ww. Owsiak jako autorytet ma duży wpływ na zagubioną młodzież. Palikot o znanych osobistościach, których nie lubi, pisze na swoim blogu, że trzeba zbadać psychiatrycznie itp... No ale powróćmy do artystycznej strony wydarzenia.
Pisząc subtelnie - w ogóle mnie ten spęd nie obchodzi, jednak nie da się - mieszkając w Polsce - zupełnie od informacji o Przystanku Woodstock odciąć...
W pierwszym dniu pan prowadzący darł japę o polskich bohaterach, o patriotyzmie, flaga była na niebie - co najmniej jakby imprezka nazywała się "Przystanek Ojczyzna"... Jakieś poplątanie z pomieszaniem kompletne...
"Pomieszanie z poplątaniem" to hasło, które z bibą w Kostrzynie bardzo mi się kojarzy. W sensie artystycznym wystarczy spojrzeć na występujących artystów. W kwestii ideologicznej - namioty i wioski Buddy, Jezusa i Bóg kogo jeszcze wie. Do wyboru do koloru.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz